| Wolny czas... |
| Wojciech Warecki, Marek Warecki |
| sobota, 05 maja 2007 16:34 |
|
Strona 1 z 2 Gdyby wszystkie małpy potrafiły się nudzić, zostałyby ludźmi. Właśnie kończymy Najdłuższą Majówkę Świata, albo jak kto woli: Najdłuższy Weekend Nowożytnej Europy. Wolny czas... Wolny czas, który grozi... nudą, a niekiedy nawet śmiercią lub kalectwem. Nuda... na samą myśl robi się nieciekawie. A nawet odrobinę nudno, no bo jak ma być inaczej, skoro i samych badań psychologicznych, poświęconych temu zagadnieniu jest nie za wiele? Cóż to jest nuda? Prawda jest taka, że każdemu z nas znany jest ten stan i każdy z nas mógłby się pokusić, aby stworzyć własną definicję nudy, gdyby mu się tylko bardzo nudziło… W każdym razie nuda to negatywny stan emocjonalny, polegający na uczuciu wewnętrznej pustki i braku zainteresowania, zwykle spowodowany jednostajnością, niezmiennością otoczenia, brakiem bodźców, a czasami chorobą (np. lokomocyjną). Tak pisze Wikipedia, w każdym razie. Ktoś mógłby z tego wysnuć wniosek, że za przeżywanie tegoż tak niemiłego stanu odpowiada otoczenie – jeśli nie jest wystarczająco zabawne i frapujące, a my – jako osobnicy zewnątrz sterowni i pasywni konsumenci rozrywki – ulegamy nudzie, traktowanej jako formie frustracji lub stresu. Może zdarzyć się, że będziemy agresywni... żeby się nieco rozerwać. Psycholog Marvin Zuckerman, twórca teorii poszukiwania doznań, twierdzi, iż każdy z nas rodzi się z własnym, indywidualnym „zapotrzebowaniem” na nudę, która rodzi się w naszych zwojach mózgowych na drodze złożonych reakcji neurochemicznych, gdzie szczególną rolę odgrywają takie neuroprzekaźniki jak: noradrenalina oraz dopamina i rozkładający je enzym MAO (monoamino-oksydaza), co jest wszak determinowane genetycznie. Rzeczone neuroprzekaźniki kształtują naszą ogólną aktywność, w tym i ciekawość, czyli w efekcie naszą chęć szukania – mniej lub bardziej – silnych wrażeń, a gdy ich nie ma – nudzimy się. Do genetycznego uwarunkowania indywidualnego zapotrzebowania na nudę skłania się także, pamiętajmy, i sam Hans Eysenck, który za nudę odpowiedzialnym czyni układ w mózgu (tzw. pętlę korowo-siatkowatą), odpowiadający za poziom aktywacji (czyli poziom aktywności). Psycholodzy o orientacji poznawczej zwracają jednak uwagę na to, że nuda jest bardziej wynikiem przede wszystkim braku nie w ogóle bodźców, co bodźców znaczących (subiektywnie, rzecz jasna) dla danej osoby. W końcu niektórzy nudzą się, zwiedzając i Luwr, a inni i na finałowym meczu MS w piłce nożnej, gdzie bezsprzecznie – przynajmniej zdaniem autorów – jest „trochę” bodźców… Jeszcze inni naukowcy, a konkretnie dr Richard Ralley (Lancashire w północnej Anglii,) doszedł był do wniosku, że nuda jest naturalną emocją, podobnie jak złość, wściekłość i ma zgoła racjonalną przyczynę. Jego zdaniem odpowiada za to poczucie, potrzeba bycia produktywnym (hm...).Uważa, że dzięki nudzeniu się oszczędzamy energię, aby ją później celowo i z sensem spożytkować. Swoja drogą patrząc na psy lub koty, to spostrzeżenie może być nie pozbawione racji, ale kiedy te zwierzaki się nudzą a kiedy śpią, tak po prostu? Nudzenie może być sygnałem, że to, co robimy jest pozbawione sensu i powinniśmy odpocząć (jedyna czynnością, która nigdy nie nudzi człowieka jest ponoć jedzenie). Myślimy, że cześć osób wolałaby odwrotnie. Choć są tacy, co uważają, że nuda zabija i „szarość nic nie robienia” jest źródłem nieszczęść i szczęśliwy powinien być ten, kto nudy nie zazna w swoim życiu. Często nudzie towarzyszy bezmyślne zmienianie kanałów telewizyjnych (telewizja zresztą działa niezbyt dobrze –oglądanie jej dla zabicia czasu powoduje, że człowiek (widz) nie jest zrelaksowany, ale jeszcze bardziej zmęczony i często rozdrażniony). Chyba, że uśnie na kanapie snem sprawiedliwego. Cóż… Przeciwko nudzie „nawet bogowie walczyli daremnie” tak twierdził Fryderyk Nietzsche. |














